Miasto, którego nie ma

cerkiew „Na obrzeżach miasta stał piękny stary rosyjski kościół ze złoconymi kopułami. Pobliski ogród, porzucony przez Rosjan pod koniec I Wojny Światowej, stał się parkiem i miejscem spotkań młodzieży. Równolegle do kościoła biegł szpaler drzew, zwany „Alejką” – było to miejsce spotkań i uliczka zakochanych”.1

Miasteczko
Miasteczko
Jak opłakiwać miasteczko
A ciągle żyją w naszych sercach Dedykacja z przedmowy książki przypomina, że wspomnienia spisane zostały dla upamiętnienia zamordowanych mieszkańców Kolna, aby rzetrwała pamięć, którą morderczym czynem przerwali naziści. Prawda jest przerażająca – większość społeczności żydowskiej naszego miasta nie przeżyła wojny. Mówimy o prawie 3 tysiącach ludzi. Książka opowiada o tym, że nie są to ludzie bezimienni, jacyś tam, czy ludzie z nikąd. Ofiary to konkretne nazwiska, cale rodziny: matki, dzieci, mężowie, dziadkowie, sąsiedzi i znajomi, ludzie urodzeni w Kolnie. Wyliczanie zmarłych przezautorów wspomnień jest przygnębiające. Padają nazwy miejsc śmierci: Kolno, łomżyńskie getto, Szczuczyn, Jedwabne, Mściwuje, Kolimagi. Książka zawiera ogólnikowe wspomnienia z kaźni, bo tu nie mogło być świadków, ale też obszerne relacje tych, którzy przetrwali. Opowiadania ocalałych to pełne heroizmu historie, z których możemy dowiedzieć się też,
jaka była postawa nas, sąsiadów. Bywało różnie, ale na pamięć zasługują ci z Polaków, którzy wynieśli się ponad własny strach, dzięki którym autorzy wspomnień mogli przekazać to, co widzieli. Ocaleni z wdzięcznością wspominają Polaków, którzy po magali im przetrwać, ryzykując ni mniej, ni więcej, tylko życie. Książka pozostaje więc największym źródłem informacji o czystce etnicznej, jakiej dokonali na naszym terenie Niemcy. Pomijając zaś wątek holokaustu pozycja ta jest kopalnią wiedzy o Kolnie przedwojennym.
Taka gmina
Autorzy wspomnień dokładnie lokalizują swoje domy, najważniejsze punkty w mieście, opowiadają o historii i zmianach zachodzących w Kolnie od końca XIX w. do wybuchu wojny. Już samo usytuowanie rosyjskiej cerkwi „na obrzeżach miasta” mówi o tym, że było to inne miasto, gdyż cerkiew znajdowała się mniej więcej na terenie obecnej SP1 przy Wojska Polskiego. Wtedy życie toczyło się wokół obecnego parku, który pozostając niezadrzewionym placem był głównym punktem miasta i handlowym centrum.
Na stronach publikacji, swoje sobotnie spacery z centrum nad rzekę Labnę wspomina Herszel Koliński. Spaceruje aż do młyna, który znajduje się w górnym biegu Łabnej. Przypomina sobie, że rodzice ostrzegali przed chodzeniem nad nadbrzeżne bagna. Wspomina, że młodzież chętnie kąpała się w Łabniance, że można też było wynająć wiosłową łódź, aby na niej popływać. Bogatsi mieszkańcy spędzali zaś weekendy w Koźle; ta wieś uznawana była za kurort i ceniono jej piękne położenie wśród lasów Zmiecione z powierzchni ziemi
Którego mieszkańcy umarli nad Pisą. Było to też miejsce swoistego biznesu. Zbierane w okolicy Kozła grzyby na hurtową skalę wędrowały przez niemieckie Dłutowo, gdzie była kolej, aż do zachodnich Niemiec i Szwajcarii. Ciekawe są też opowieści o współistnieniu Polaków i Żydów. Niby odrębnie, ale pokojowo, stanowili małomiasteczkowy organizm. Koliński wspomina, że w dzieciństwie rodzice nie pozwalali zaglądać mu do ogrodu przy katolickim kościele, gdzie przechadzał się ksiądz, ale dodaje, że pokusa była zbyt silna. Później, w gimnazjum, ten podglądany ksiądz stanie się jego nauczycielem łaciny.
Dużo uwagi poświęcają autorzy szkolnictwu, ich system nauczania był odmienny od naszego. Pod opieką rabina naukę zaczynali już 5-cio letni chłopcy. Można by to uznać za system nauczania religijnego, ale żydowskie dzieci uczęszczały też do szkoły polskiej, łącznie z gimnazjum. Eryk Sosnow, inny autor wspomnień, opisuje, że szkoła podstawowa znajdowała się w rynku, w budynku, gdzie na dole był sklep Benjamina Abkiewicza, a na górze zaś klasy. Podobnie gimnazjum, powstaje na tyłach starego kina, aby przenieść się do nowej lokalizacji, gdzie dziś jest prokuratura. Zajmujący jest też opis działań kulturalnych: teatru na ulicy Łomżyńskiej (dzisiejszej Ks. Janusza), obrządków karnawałowych, czy projektów wydawniczych miasta. Dużo wspomnień poświęconych jest samej działalności żydowskiej wspólnoty, ich wzajemnej pomocy, czego dowodem są przypominane organizacje charytatywne, takich jak „Chleb dla ubogich”, czy „Towarzystwo Pielęgnacji Chorych”.
CzwartekStary rynek, obecnie plac wolności
Ruch w spokojne dni miasteczka wprowadzał w każdy czwartek rynek handlowy. Odbywał się tu handel końmi, ziarnem i innymi produktami rolnymi, a nawet rybami. Kolno było miejscem skupu koni, które sprzedawane były potem za granicę. Podobnie hurtowym był też handel ziarDziś chciałbym opowiedzieć o mieście, o Kolnie, którego pamiętać nie możemy. Pamiętają je jeszcze nieliczni z nas, ci najstarsi. Dla nas, większości, pozostaje słuchanie bądź odkrywanie z zapisków. Na szczęście tych zapisków nie jest właśnie tak mało, jak nam się wydaje.Przed ostatnią wojną Kolno było miastem dwóch społeczności: polskiej i żydowskiej. O tej drugiej już dziś zupełnie nie pamiętamy. Lecz okazuje się, że oni pamiętali cały czas; – dopóki żyli. Już w 1965 roku powstaje pomysł, by ocaleni z zagłady kolneńscy Żydzi spisali swoje wspomnienia o przedwojennym Kolnie i o dniach eksterminacji; nie było to łatwe, bo byli rozsiani po wszystkich prawie kontynentach. Tak zaczynają się prace nad książką „Księga Pamięci Gminy Kolneńskiej”. Pierwszym redaktorem i jednym z pomysłodawców jest Ajzyk Remba. Po jego śmierci dzieło dokończy pisarz Benjamin Halevy. Książka ukazuje się w Tel Awiwie, w 1971 roku. magali im przetrwać, ryzykując ni mniej, ni więcej, tylko życie. Książka pozostaje więc największym źródłem informacji o czystce etnicznej, jakiej dokonali na naszym terenie Niemcy. Pomijając zaś wątek holokaustu pozycja ta jest kopalnią wiedzy o Kolnie przedwojennym.
Taka gminaStary rynek, obecnie plac wolności2
Autorzy wspomnień dokładnie lokalizują swoje domy, najważniejsze punkty w mieście, opowiadają o historii i zmianach zachodzących w Kolnie od końca XIX w. do wybuchu wojny. Już samo usytuowanie rosyjskiej cerkwi „na obrzeżach miasta” mówi o tym, że było to inne miasto, gdyż cerkiew znajdowała się mniej więcej na terenie obecnej SP1 przy Wojska Polskiego. Wtedy życie toczyło się wokół obecnego parku, który pozostając iezadrzewionym placem był głównym punktem miasta i handlowym centrum. Na stronach publikacji, swoje sobotnie spacery z centrum nad rzekę Labnę wspomina Herszel Koliński. Spaceruje aż do młyna, który znajduje się w górnym biegu Łabnej. Przypomina sobie, że rodzice ostrzegali przed chodzeniem nad nadbrzeżne bagna. Wspomina, że młodzież chętnie kąpała się w Łabniance, że można też było wynająć wiosłową łódź, aby na niej popływać. Bogatsi mieszkańcy spędzali zaś weekendy w Koźle; ta wieś uznawana była za kurort i ceniono jej piękne położenie wśród lasów nem. Ciekawostką jest opis sposobu przetrzymywania lodu do ryb pozyskanego zimą z rzeki, aby starczyło go na letnie miesiące, a który przetrzymywano w specjalnie budowanych piwnicach. Autorzy sporo miejsca poświęcają różnym inicjatywom gospodarczym na terenie Kolna, opisując spółki, kontakty, powstawanie banku spółdzielczego itp.
Pamięć
Niestety, nie pamiętam, aby moi nauczyciele kolneńscy wspominali o społeczności żydowskiej w Kolnie, pewnie nie pomagały w tym „walory” i nakazy poprzedniego komunistycznego systemu. Mam trochę o to żal, bo Kolno przedwojenne wydaje się bardzo ciekawym, nawet dziś można by zauroczyć tymi opowieściami młode pokolenie, które jakże łatwiej asymiluje niejednolitość kulturową różnych grup i społeczeństw. Może nie
jest za późno, aby w Kolnie powstało coś na kształt muzeum, z klimatem tamtych czasów? Na razie pozostaje nam klimat opisywanej publikacji, wsłuchiwanie się w jej opowieść. A jest to opowieść o mieście, którego nie ma, na podstawie książki, której w naszej świadomości również nie ma, choć ukazała się ponad 35 lat temu. Czy chcemy, czy nie, mamy obowiązek z tą historią się zmierzyć. Dziś nie ma już problemu dzielenia się ze społecznością żydowską opuszczonym mieniem, ale musimy dzielić się z naszymi byłymi sąsiadami pamięcią o Kolnie. „Kolno wspomnień” należy również do nich.

Krzysztof Wierzbowski

Na podstawie książki „Księga Pamięci Gminy Kolneńskiej” (Sefer zikaron le-kehilat Kolno; Redakcja: Aizik Remba, Benjamin Halevy; Wydawca: Kolner Organization and Sifirat oalim; Tel Awiw, 1971 r.; 750 str.; język: hebrajski, jidisz, angielski)
1. The Beautiful Surroundings, „Księga Pamięci Gminy Kolneńskiej”.

Artykuł ukazał się w Miesięczniki Kolneńskiemu Nr 7 (103) Rok 2008, Lipiec

Jedna myśl nt. „Miasto, którego nie ma”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Fotoblog Kolno i okolica z historia w tle